Co wolno, a czego nie w fotografii przyrody?

Do rozważań nad tematem dopuszczalnych ingerencji w fotografię skłoniły mnie przygotowania do dorocznego konkursu Fotografa Roku ZPFP. Dotychczasowy regulamin był mało precyzyjny i pozostawiał wiele wątpliwości – należało to zmienić. Dlatego po kilku dniach i paru utarczkach regulamin urósł znacznie, a to głównie z powodu nowych zapisów w punkcie dotyczącym dozwolonych zabiegów na zdjęciach. Ale tak naprawdę, czy dziś jesteśmy w stanie stworzyć jednoznaczne i nie budzące wątpliwości zapisy, które w sprawiedliwy sposób będą traktować wszystkich potencjalnych uczestników konkursu? I czy w ogóle istnieje coś takiego jak prawda w fotografii ??

Moje dywagacje zacznę od może szokującego dla niektórych stwierdzenia, co do którego jestem absolutnie pewien, że każda fotografia kłamie. Można się oburzać i mówić: „przecież ja biorę aparat do ręki, przykładam do oka i wciskam spust migawki – gdzie tu oszustwo??”. Niestety oszustwo jest od momentu zetknięcia się światła z aparatem. Ale już tłumaczę o co chodzi. Światło wpadające przez obiektyw, przechodząc przez kolejne soczewki ulega różnym zniekształceniom. Często są one niezauważalne, ale wystarczy porównać ten sam kadr zrobiony różnymi obiektywami, żeby przekonać się o tym, że to w jaki sposób obiektyw widzi scenę zależy od wielu czynników, od ogniskowej, przesłony, a także od jego przypadłości, o których za chwilę. Porównajmy tą samą scenę wykonaną obiektywem szerokokątnym i teleobiektywem. Zakładamy oczywiście taki sam kadr. Różnie będą widoczne od razu w plastyce obrazu, czy w rozmieszczeniu i wzajemnej odległości planów czy obiektów. Jeśli przyjrzymy się zdjęciu z bliska zobaczymy także wady obiektywów, jakie jak aberracje chromatyczne, czy też zniekształcenia linii prostych. Obiektywy szerokokątne często wyginają obraz w zauważalny sposób, bo może w przypadku krajobrazu nie ma takiego znaczenia, o tyle w zdjęciach architektury jest dyskwalifikujące. Kolejnym elementem jest różnica w głębi ostrości. Im dłuższa ogniskowa, tym płytsza głębia. Jednym z dwóch podstawowych parametrów nastawów aparatu jest właśnie wartość przesłony, która decyduje o tym jak duża będzie głębia ostrości na naszym zdjęciu. Mając to na uwadze możemy stosując odpowiednią ogniskową przy odpowiedniej wartości przesłony selektywnie dobierać ostrość głównego motywu oraz rozmycie tła. Czy cała scena ma być ostra? A może tylko jeden jej element? Jeśli tak to jak bardzo pozostałe elementy mają być rozmyte? Ludzkie oko widzi wszystko jako ostre, choć gdy patrzymy na coś z bardzo bliska, to możemy dostrzec efekt rozmycia tła, podobnie jak w obiektywie aparatu.

A co z drugim z głównych parametrów – czasem naświetlania? Zdjęcia z rozmytą wodą w strumieniu wyglądającą jak gładka powierzchnia nie są niczym nowym. Podobnie fotografie pocisku rozbijającego jabłko czy inny owoc. Przecież ludzkie oko nie postrzega rzeczywistości w ten sposób, a jednak przywykliśmy do tego typu obrazów i akceptujemy je (przynajmniej większość z nas)! Gdy światło przejdzie już przez ostatnią soczewkę wędruje w kierunku matrycy światłoczułej. Tu pojawia się kolejne oszustwo, bo matryca składa się z receptorów światłoczułych, z których każdy zamienia odbierane fotony na impuls elektryczny. Mamy wiele rodzajów matryc, z których każda interpretuje światło w trochę inny sposób. Ba, przecież to czy dana barwa światła odwzorowywana jest we właściwy sposób zależy od tego jak matryca jest skalibrowana. Dochodzi tu jeszcze postrzeganie barw zależnie od temperatury barwowej światła – przecież biała kartka papieru ma inny kolor w południe, inny w świetle zachodzącego słońca, a jeszcze inny gdy patrzymy na nią pod świetlówką.

Pod wyżej opisanymi względami wszystkie aparaty są podobne. Producenci jednak prześcigają się we wprowadzaniu różnego rodzaju udogodnień w nowych konstrukcjach. Jednym z tego typu rozwiązań jest system rozświetlania cieni i ściemniania świateł, różnie nazywany przez różnych producentów, ale obecnie dość powszechny. Aparat wyposażony w ww. funkcję potrafi w tworzonym przez siebie pliku wstępnie obrobić zdjęcie rozjaśniając cienie i redukując jasność świateł, przez co obraz wydaje się mniej kontrastowy, przyjemniejszy w odbiorze i zasadniczo bliższy naszemu postrzeganiu. To samo możemy później osiągnąć przez obróbkę komputerową. Podobnie jest z nowo wprowadzanym do aparatów fotograficznych HDRem. Wiele aparatów potrafi zrobić kilka zdjęć i złożyć je w mgnieniu oka w jeden przyjemnie wyglądający HDR, którego „siłę” możemy regulować ilością zdjęć wchodzących w skład „kanapki”. Tego typu produkcje wyglądają realistycznie i zbliżają się do postrzegania przez ludzkie oczy.

Mając zatem do dyspozycji aparat, który potrafi za nas bezboleśnie doprowadzić scenę do wyglądu takiego jakim widziały ją nasze oczy, mało kto będzie potrafił oprzeć się pokusie włączenia tej funkcji. Ale czy to byłoby tolerowane w konkursach, w których zabronione jest korzystanie z technik HDR? W końcu to nie jest obróbka w postprocesie, ale jeszcze w aparacie. Załóżmy, że jeśli zakaz dotyczy HDR ogólnie pojętego to czy w komputerze, czy w aparacie nie powinniśmy go stosować do zdjęć konkursowych. Ale co w takim razie z moimi ulubionymi filtrami połówkowymi szarymi? Te wolno zwykle stosować i przydają się w zmniejszeniu rozpiętości tonalnej sceny do możliwości odwzorowania przez nasza matrycę. Ale stosowanie analogicznych filtrów podczas obróbki komputerowej jest już niedozwolone, bo obróbka nie dotyczy całego obrazu a tylko jego fragmentu (np. jasnego nieba). Mając pliki RAW można z powodzeniem w zadowalającym stopniu w ten sposób doprowadzać zdjęcia do stanu „jakim widziały obraz nasze oczy”. Z tym, że w komputerze nie jest to tolerowane przez organizatorów konkursów. Czy zatem mają oni rację?

Czy w ogóle da się określić granice dopuszczalnej obróbki, gdy same aparaty są już komputerami ingerującymi w nasze zdjęcia w sposób, z którego często nie zdajemy sobie sprawy? Czy sprawiedliwym byłoby określanie pewnych ograniczeń, gdzie posiadacze nowszych i bardziej zaawansowanych aparatów mieliby łatwiej i mogliby osiągać bez problemu lepsze rezultaty niż użytkownicy starszego sprzętu? Czy w ogóle nakładanie ograniczeń na obróbkę zdjęć jest uzasadnione i konieczne? Dla mnie sprawa jest jasna – rozwój technologii warunkuje rozwój technik i możliwości fotografii. Purystyczne podchodzenie do realizacji zdjęć jest pewnego rodzaju zasłanianiem sobie oczu przed ograniczeniami i możliwościami, jakie daje nowoczesna fotografia. Człowiek zawsze dążył do ułatwiania sobie życia i nowoczesności. Nie tak dawno, gdy pojawiły się pierwsze cyfrówki większość osób patrzyła na nie jak na dziwactwo, które nie oferuje dobrej jakości i wymaga stosowania ciemni komputerowej – jakaż to nieszlachetna technika w porównaniu do fotografii analogowej! Prawie jak disco polo w muzyce . Dziś mało kto używa analogu i nie pamięta, że tak postrzegał fotografię cyfrową. Świt nieubłaganie pędzi do przodu, także fotografia. W czasach analogowych maskowanie pod powiększalnikiem było rzeczą normalną i nikt nie zabraniał tego typu zabiegów, bo ocenie podlegała fotografia jako całość. Fotograf znając ograniczenia sprzętu czy materiału światłoczułego celowo naświetlał film w pewien określony sposób, aby świadomie podczas wywoływania czy pod powiększalnikiem stworzyć określone dzieło. Dziś też możemy robić tak samo, tyle że zestaw technik zmienił się diametralnie. Czytając regulaminy współczesnych konkursów można dojść do wniosku, że fotograf postrzegany jest głównie nie jako twórca, artysta, ale jako potencjalny oszust. Taki widać znak naszych czasów...

Osobiście jestem zdania, że w fotografii artystycznej dozwolone są wszystkie możliwe techniki, natomiast w fotografii przyrody powinna być zakazana tylko jedna – ingerencja w samą zawartość „merytoryczną” obrazu. Nie powinniśmy tworzyć rzeczywistości, której nie ma poprzez klonowanie elementów, przenoszenie z innych fotografii. Oczywiście techniki multiekspozycji, będące w pewnym sensie pokrewne nie są niczym nagannym, pod warunkiem, że fotograf o tym poinformuje odbiorcę. Podsumowując, zostając purystami fotograficznymi często odcinamy się od historii i osiągnięć fotografii analogowej i uniemożliwiamy sobie świadomą fotografię, której celem jest ominięcie ograniczeń technicznych sprzętu. Pewnie, że możemy robić zdjęcia bez jakiejkolwiek ingerencji, ale czy nie oszukujemy wtedy trochę sami siebie?

Michał Ludwiczak